Spływ mikołajkowy
Spływ zimą? Niemożliwe, przecież zimno, a woda jest lodowata?! Jaka to przyjemność??Można się przecież rozchorować....brrr.... Ale, mimo zaledwie 3 stopni ciepła, 15 osobowa grupa z Centrum Żeglarskiego zwodowała kajaki i popłynęła w poprzedni weekend na mikołajkowy spływ. Zapraszamy na relację Piotra Owczarskiego z tej wyprawy i do GALERII.
Rzeka zimą jest ciekawym doznaniem. O tej porze roku dolina Płoni jest szczególnie malownicza. Zobaczyliśmy nagie, bezlistne drzewa, których konary dotykały tafli wody i promienie zimowego słońca, przebijające się między drzewami. Szron na nadbrzeżnych trawach dodawał kolorytu naszemu spływowi, a powalone drzewa, które przegradzały koryto rzeki, nie były dla nas straszne.
Zanim wyruszyliśmy zrobiliśmy sobie fotografię w mikołajkowych czapeczkach. Zimowy spływ w „poszukiwaniu świętego Mikołaja” to nawet wśród doświadczonych kajakarzy rzadkość. Zaczęliśmy naszą przygodę w Szczecinie Płoni, obok dawnej Fabryki kontenerów „Unikon”. Szybko przepłynęliśmy pod mostem drogi S 3, mijając wysokie piaszczyste brzegi. Rzeka meandrowała, a my cicho i spokojnie wiosłowaliśmy. Z nami były tylko stada ptaków. Szybko dotarliśmy do jazu dawnego młyna Rudnik, przy Stawie Bobrowym, gdzie musieliśmy przenieść kajaki. Dalej przepłynęliśmy pod dwoma mostami kolejowymi, docierając do jazu dawnego młyna Rogownik. Rzeka była zmienna, o niskim poziomie wody. Widać było piaszczyste dno, a pod kajakami przemykały ryby. Patrzyliśmy na nadgryzione i poszarpane zębami drzewa. Widać, że za pewien czas runą do wody i zatarasują nurt. To znak, że nad Płonią mieszkają bobry.
Płynęliśmy powoli, w promieniach słońca. Minęliśmy mosty w Szczecinie Dąbiu i z daleka ujrzeliśmy strzelistą wieżę kościoła. W Dąbiu tuż za mostem przy ulicy Racławickiej musieliśmy przecisnąć kajaki przez powaloną do wody stuletnią topolę. Następnie niesieni szybkim nurtem dotarliśmy do Hotelu Bończa. Tu czekała nas najdłuższa - 200 metrowa przenoska kajaków przez ulicę Anieli Krzywoń. Dziwny to był widok - dziesięć kajaków niesionych przez przejście dla pieszych – zimą, wzbudzało zdziwienie u przechodniów.
Stamtąd do ujścia rzeki zostało 1,5 km. Przepłynęliśmy pod ostatnim mostem przy ul. Przestrzennej. Przemknęliśmy obok przystani rybackiej i prostym, zadrzewionym odcinkiem dotarliśmy do ujścia Płoni. Dalej było jezioro Dąbie. Niestety zachodni wiatr wypiętrzył na Dąbskim fale. Po spokojnej i cichej Płoni jezioro wydało się mało przyjazne. Niezrażeni, wpłynęliśmy na wody „Morza Dąbskiego”. Kajaki asekurując się wzajemnie równo cięły dziobami fale kierując się w stronę Centrum Żeglarskiego. Na spotkanie wyszedł nam Andrzej Nowacki. Jego samotna sylwetka w kajaku odcinała się na tle pochmurnego nieba i falowała na wodach jeziora. Czekał na nas w połowie Małego Dąbia. Razem dopłynęliśmy do przystani. Uścisk dłoni zakończył nasze pływanie. Ukradkiem spojrzałem na GPS – za nami było 13 kilometrów zimowej przygody.
Sekcja Turystyki Kajakowej Centrum Żeglarskiego popłynęła na swój pierwszy spływ „Mikołajkowy”. Jego uczestnikami byli między innymi uczniowie Technikum Morskiego, Zespołu Szkół nr 8 i kilku szczecińskich gimnazjów. 15 osobowa grupa, pod opieką trzech instruktorów powiosłowała rzeką Płonią.
Piotr Owczarski
Sekcja Turystyki Kajakowej





















