Centrum Żeglarskie - kursy żeglarskie, obozy, szkolenia




Rss Centrum Żeglarskiego - Aktualności i Kursy  Żeglarskie

Wydarzenia w sezonie

<< Maj 2012 >> 
 Po  Wt  Śr  Cz  Pi  So  Ni 
   1  2  3  4  5  6
  7  8  9101113
14151617181920
21222324252627
283031   

The Tall Shpis' Races 2011

Reklama

Podsumowanie TTSR2011

Aktualności

Zapraszamy do podsumowania tegorocznych regat The Tall Ships Races, Pana Wiesława Seidlera i do GALERII gdzie umieściliśmy wyjątkowe zdjęcia ze zlotu żaglowców.

To od naszego programowego rejsu „Daru Szczecina” w 2004 roku rozpoczęła się obecna wielka przygoda naszego żeglarskiego miasta na trasach słynnych międzynarodowych regat The Tall Ships Races, teraz już coroczna, z corocznymi sukcesami i stałym naszym udziałem, a także z pełnymi relacjami w naszych Zeszytach Edukacji Morskiej i na łamach „Dialogów”. Udaną finałową ceremonię tych regat i związany z tym zlot żaglowców gościliśmy przy Wałach Chrobrego w 2007 r. i podobnie będzie w roku 2013. Przypomnę, że miasto Szczecin jest od ub. roku głównym sponsorem tej imprezy, a to zobowiązuje. Jak więc było w tym roku?

- Nabory i przygotowania – od kwietnia do czerwca - na ten komunikat żeglarska młodzież ze Szczecina czekała tym razem wyjątkowo długo, ale nareszcie ukazał się w kwietniu, na stronie Centrum Żeglarskiego: „Rozpoczynamy nabór do Żeglarskiej Reprezentacji Szczecina. Szukamy młodych, otwartych i kreatywnych ludzi, którzy są gotowi przeżyć niezapomnianą przygodę pod żaglami. Gwarantujemy dużo wysiłku, ciekawe znajomości, niezapomniane wrażenia, wiatr we włosach. Chcesz popłynąć z nami?”  Potem już wystarczyły dobre chęci i dobry stan zdrowia, ukończone 16 lat i pokrycie połowy kosztów udziału w wybranym etapie regat, by znaleźć się w składzie oficjalnej reprezentacji. Nabór zakończył się z początkiem maja, kilka dni później rozpoczęły się w Pałacu Młodzieży i w CŻ pierwsze treningi i szkolenia, przygotowujące młodzież do obowiązków załoganta, do parad ulicznych i żonglerki, będącej już naszą szczecińską specjalnością. Uczył jej młodych żeglarzy niezmordowany Łukasz Wójcik – nauczyciel WF, artysta, magik, weteran  i maestro naszych „tolszipowych”, zwycięskich parad….

- My i reprezentacja - ostatecznie oficjalna reprezentacja liczyła ok. 60 osób, a stanowiły ją dwie podmiany na pokładzie „Daru Szczecina”, z kapitanem Jurkiem Szwochem, a ponadto dwie grupy po 20 osób na „Darze Młodzieży”, z dwoma opiekunami – jednym z nich byłem ja, drugim Łukasz. Etatowym Komendantem „Daru Młodzieży” jest aktualnie i był w naszym rejsie absolwent gdyńskiej AM kpt.ż.w. Artur Król. Nasi młodzi załoganci poznali się wstępnie podczas szkoleń, nie wszyscy jednak zdawali sobie sprawę, co ich czeka latem na pokładach „Daru Szczecina” i „Daru Młodzieży”, na trudnej atlantyckiej trasie tegorocznych regat, pomiędzy portami Irlandii, Szkocji, Szetlandów, Norwegii i Szwecji. Później morze zweryfikowało ich wyobrażenia, umiejętności, chęci i postawy, generalnie większość dobrze zdała morski egzamin, o czym świadczą nasze sukcesy (o których dalej), tylko niektórzy zbyt lekko traktowali obowiązki reprezentanta żeglarskiego Szczecina. Warto dodać, że na „Darze Szczecina”, w pierwszych trzech etapach „doprowadzających”, w drodze ze Szczecina do Francji, gdzie zaokrętowała załoga regatowa, załogantami byli sami „nasi” ludzie, czyli laureaci radiowego konkursu Szczecińskiej Szkoły Pod Żaglami i naszego Programu (o czym już pisałem w czerwcowych „Dialogach”). Niestety, z udziału w tworzeniu reprezentacji wycofał się w tym roku Urząd Marszałkowski, natomiast już tradycyjnie była i jak zawsze dobrze spisała się w regatach szczecińska, młodzieżowa „Endorfina”, jacht Stowarzyszenia JAMSEN, z kapitanem Wojtkiem Kaczorem, „absolwentem” naszego Programu…

- Czerwcowy rejs próbny – pod żaglami „Daru Młodzieży - prawdziwy smak oceanu, wraz z urokami i trudami pełnomorskiej żeglugi, był wtedy jeszcze przed nimi, ale już całodobowy rejs wstępny, na wody Zatoki Pomorskiej, aż pod Rugię, dostarczył im wielu nowych wrażeń i był praktycznie dobrym i pełnym przykładem rytmu pracy, żeglugi i przygody na wielkim żaglowcu szkolnym. Zaokrętowali rano, zaczęli dzień od apelu porannego i postawienia bandery, a w drodze do Świnoujścia, na silniku, zostali zapoznani z żaglowcem i regulaminem załoganta. Na wodach Zatoki Pomorskiej, przy sprzyjającym wietrze i słonecznej pogodzie, przyszedł czas normalnych wacht i manewrów, na pokładzie i na rejach. Wspólnie z bardziej już doświadczonymi praktykantami - studentami gdyńskiej AM – wchodzili na wanty i reje, stawiali i klarowali żagle, robili zwroty, ciągnęli brasy, fały, szoty, gordingi i gejtawy, żeglowali bejdewindem i baksztagiem, a podobno jednym z najpiękniejszych widoków jest fregata idąca pod pełnymi żaglami, a taką jest „Dar Młodzieży”. Pracowali na rejach i przy żaglach do późnej nocy, rano byli z powrotem przy Wałach Chrobrego, czując w rękach całe kilometry kilkuset lin żaglowca. Nie tylko gościem ale i załogantem w tym rejsie był …wojewoda zachodniopomorski Marcin Zydorowicz, też pracował przy linach…

- Początek regat – z Irlandii do Szkocji – szczecińskie załogi „na pudle” - do udziału w tegorocznych regatach zgłosiło sie siedem jednostek z Polski, ale na start w irlandzkim porcie Waterford – 3 lipca - stawiły się tylko trzy, w tym gdyński żaglowiec "Pogoria" i właśnie dwa szczecińskie jachty – "Dar Szczecina" i "Endorfina". Zaraz na początek pierwsze wyróżnienie dla Szczecina – młoda załoga "Endorfiny" okazała się najlepsza w paradzie ulicznej, w grupie mniejszych jednostek. Potem, na trasie pierwszego wyścigu, z Waterford do szkockiego Greenock, oba nasze jachty – już tradycyjnie – uplasowały się w czołówce regatowej stawki. Po końcowych przeliczeniach "Dar Szczecina" zajął drugie miejsce w klasie C (jachtów bez spinakera), a "Endorfina" także była druga w klasie D (jachtów ze spinakerem). Serdeczne gratulacje i brawa dla kapitanów i obu młodzieżowych załóg, to był dobry początek!

- Dalej już razem – podbiliśmy Szkocję - niektórzy brali już udział w tych słynnych regatach, na pokładach szczecińskich jachtów lub innych żaglowców, ale wszyscy po raz pierwszy zaokrętowali na „Dar Młodzieży”, jeden z największych żaglowców szkolnych świata. Pamiętamy, że „Dar Młodzieży” uświetniał najpierw nasze Dni Morza, potem Dni Odry i uroczyste objęcie przez Polskę prezydencji w UE, stąd też ruszył ze Szczecina dopiero 1 lipca rano, by dołączyć do regatowej flotylli na mecie I etapu, właśnie w szkockim Greenock. Kilka dni podróży – trochę na silniku, więcej na żaglach – przez Cieśniny Duńskie, Morze Północne i dalej „górą”, pomiędzy Szetlandami i Orkadami, potem na S, ku Irlandii i z powrotem na N, do Zatoki Clyde z portem Greenock – był to czas na intensywne zapoznanie się z żaglowcem i z obowiązkami załogantów, z otaklowaniem i żaglami, itp., łącznie z egzaminem ze znajomości kilkuset lin... Byliśmy bliżej morza…

    Prawdziwą furorę zrobiliśmy natomiast już razem, na mecie I etapu, w Greenock, podczas trzydniowego spotkania regatowej flotylli blisko 60 jachtów i żaglowców z całego świata, gdzie 12-osobową załogę "Daru Szczecina" wzmocniła 22-osobowa nasza ekipa, zaokrętowana na pokładzie "Daru Młodzieży". Na morzu stanowiliśmy oczywiście jedną, wspólną załogę wielkiego żaglowca, nasza młodzież była dołączona do trzech wacht studenckich gdyńskiej AM i miała te same obowiązki – i prawa - jak studenci, była włączona do wacht, pracowała przy obsłudze żagli, na pokładzie i na rejach, stała na sterze i na oku, pracowała w kambuzie i w maszynowni, itp. Trochę inaczej było w portach, gdzie zamiast wacht portowych mieliśmy obowiązek i przywilej reprezentowania Szczecina, prowadzenia szczecińskiego stoiska promocyjnego, zapraszania innych załóg i zwiedzających do Szczecina, itd. Tu razem z załogą "Daru Szczecina" stanowiliśmy już jeden zespół – o czym jeszcze dalej - wyróżnialiśmy się wspólnym strojem w barwach Szczecina, organizowaliśmy specjalne promocyjne akcje, m.in. naukę żonglerki, czy nocne pokazy ognia, zapraszaliśmy do wspólnej zabawy inne załogi i gości, a głównym pomysłodawcą, inspiratorem i mistrzem tych wszystkich działań jest od dwóch lat niezmordowany Łukasz Wójcik. Przygotowania i szkolenia jeszcze w Szczecinie dały dobry efekt, barwna i roztańczona połączona reprezentacja naszego miasta, prowadzona przez "marynarza" na szczudłach, czyli Łukasza, okazała się najlepsza w paradzie ulicznej w Greenock, nie zagroziła nam nawet egzotyczna, także doskonała załoga kolumbijskiej "Glorii". Ceremonia rozdania nagród po I etapie, we wspaniałej głównej sali ratusza, po brzegi wypełnionej załogami, była "nasza", czyli polska i szczecińska. Kapitanowie obu naszych jachtów odebrali swoje nagrody za drugie miejsca w wyścigu, a cała oficjalna reprezentacja za najlepszą paradę. Potem było wspólne zdjęcie na ratuszowym placu...

     Wyjściową paradą pożegnaliśmy gościnną Szkocję, gdzie wśród prawdziwych tłumów wizytujących "Dar Młodzieży" było też sporo rodaków z tutejszej Polonii, także ze Szczecina. Warto przypomnieć, że w XVII wieku blisko 50-tysięczna grupa Szkotów nękana u siebie prześladowaniami religijnymi wyemigrowała wtedy do bardziej tolerancyjnej ...Polski, gdzie znalazła drugą ojczyznę. Teraz my "podbiliśmy" Szkocję i Greenock, jeden z portów zachodniej Szkocji, działający w systemie tzw. Clydeportu, czyli zespołu kilku stoczni i portów – handlowych, rybackich i wojennych - usytuowanych w estuarium rzeki Clyde, z głównym w Glasgow. Dalej był przed nami etap towarzyski do Larwick - stolicy Szetlandów, a po drodze, w porcie Stornoway na Hebrydach, autokarowa wymiana dotychczasowej naszej szczecińskiej ekipy na kolejną, która pozostała już do końca regat i „walczyła” o dobre miejsca w następnych dwóch wyścigach, w zawodach sportowych i w paradach ulicznych. Dobrze reprezentowaliśmy i „sprzedawaliśmy” Szczecin…

- Tym razem Hybrydy – wymiana załóg -  „żaglowce w porcie butwieją, a załogi schodzą na psy” - ta maksyma z dawnych czasów kliprów herbacianych jest może zbyt brutalna, ale nadal długie postoje w portach nie wpływają dobrze na morale marynarzy, a raczej przeciwnie. Zresztą dzisiaj świat stale się śpieszy – czas to pieniądz, postój w porcie to strata czasu, czyli pieniędzy. Postoje są więc krótkie, bywa tak, że marynarze nie zdążą nawet zejść na ląd. Na szczęście to żeglarskie święto, w którym uczestniczymy, to nie bicie rekordów, ważniejsza jest wspólna zabawa i integracja międzynarodowych załóg, przy dodatkowej dawce adrenaliny na etapach regatowych. Tak więc w naszym przypadku wyścigi pod żaglami przeplatane są atrakcyjnymi kilkudniowymi postojami w etapowych miastach portowych, które co sześć lat mogą starać się o przywilej goszczenia „tolszipowej” flotylli. Przy blisko 60-letniej historii regat – wcześniej organizowanych jako tzw.  Cutty Sark Trophy albo Op Sail (Operacja Żagiel) – rozgrywanych corocznie na morzach europejskich, od Bałtyku po Morze Śródziemne, a także na Atlantyku, sporo ważniejszych portów gościło regaty już kilkakrotnie, jak np. Gdynia, dla innych jest to nowością, jak było w Greenock. Stamtąd - po wyjściowej paradzie wszystkich jednostek, podziwiani, obfotografowywani i żegnani przez tłumy na nabrzeżach i na pokładach długo towarzyszących nam setek jachtów i motorówek – wyszliśmy ponownie w morze, w ramach tzw. Cruise in Company, czyli etapu towarzyskiego. Podczas takich etapów nie ścigamy się, docelowym portem był Lerwick - stolica Szetlandów, a po drodze można odwiedzać inne porty. Dla nas i dla załogi „Daru Szczecina” takim portem było Stornoway na wyspie Lewis, główny port rybacki i „stolica” archipelagu Hybrydów, mającego sporą autonomiczność i nawet własny język celtycki, chociaż wchodzącego w skład Szkocji i Wielkiej Brytanii, podobnie jak Orkady i Szetlandy. Do Stornoway weszło też kilkanaście innych jednostek uczestniczących w regatach, w tym „Mir”, który przycumował przy jedynej kei mogącej przyjąć duże żaglowce, w efekcie czego my stanęliśmy w awanporcie na kotwicy, docierając do miasteczka podstawionymi i własnymi szalupami. Poznaliśmy urocze miasteczko i port, akurat z corocznym Festiwalem Kultury Celtyckiej, była też autokarowa wycieczka w głąb wyspy. Stornoway ma stałą łączność promową ze szkockim portem Ullapool i właśnie promem dotarł do nas autokar z kolejnymi naszymi załogami, które pozostały już do końca regat, czyli do szwedzkiego Halmstad. Prom powrotny odchodził dopiero na drugi dzień i tak na pokładzie gościnnego „Daru Młodzieży” spotkały się wszystkie cztery grupy naszej reprezentacji, była okazja do wspólnego zdjęcia...

    Oceaniczny klimat wspomnianych wyspiarskich przyległości północnej Szkocji jest stosunkowo łagodny, dzięki ocieplającemu Prądowi Północnoatlantyckiemu, ale z kolei ich skalisty charakter, płytka gleba i silne wiatry powodują, że nie ma tu praktycznie lasów, ważnym jest natomiast rybołówstwo – kiedyś także wielorybnictwo, a także hodowla owiec – czyli słynnej szetlandzkiej wełny, a w wodach przybrzeżnych hodowla łososia i omułków (małży). To wszystko, w połączeniu z bogatą historią i kulturą Celtów, Szkotów i wikingów czyni wyspy atrakcyjnymi także dla turystów i żeglarzy. My też tam byliśmy, potem  odwiedziliśmy kolejny wyspiarski świat – Szetlandy... 

Północny Atlantyk pokazał swoje- dzieci wiatru i oceanu – wikingowie – pokonywali go swoimi otwarto-pokładowymi „długimi łodziami” już dziesięć wieków temu, ale nadal Północny Atlantyk budzi szacunek żeglarzy i marynarzy. Tegoroczna trasa regat praktycznie w całości pokrywała się właśnie ze szlakami wikingów - Normanów, Celtów, Skandynawów, Szkotów, których potomkami są dzisiejsi mieszkańcy tego wyspiarskiego świata. Kamienne nagrobki ich przodków, w kształcie odwróconej łodzi, oglądaliśmy na małym cmentarzu w pobliżu Greenock, a dalej, w trakcie etapu towarzyskiego, regatowa flotylla rozproszyła się pomiędzy gościnnymi portami Zachodniej Szkocji i setek wysp i wysepek tworzących trzy wspomniane większe archipelagi – Hybrydy, Orkady i Szetlandy. To na tych wodach i u wybrzeży tych wysp Północny Atlantyk spotyka się – a raczej ściera się – z Morzem Północnym, tu stale „chodzą” słynne atlantyckie niże, tu stale występują silne wiatry i prądy, szczególnie w osławionej i często groźnej dla żeglarzy cieśninie Pentland Firth, pomiędzy północnym cyplem Szkocji a Orkadami…

     Tą cieśninę pokonał właśnie „Dar Szczecina” (co osobno relacjonuje Bolo), my  żeglowaliśmy także w tym rejonie, przy czym w drodze ze Szczecina do Greenock „Dar Młodzieży” przeszedł z Morza Północnego na Atlantyk szerszym przejściem, pomiędzy Szetlandami a Orkadami, przy stosunkowo dobrej pogodzie, gdzie podziwialiśmy błękitny ocean i baraszkujące nawet czasem przy burcie delfiny. Słony smak północno-atlantyckiej żeglugi poznaliśmy bliżej dopiero w drodze powrotnej, po wyjściu ze Stornoway, gdy silne północne wiatry zmusiły nas do trzydniowego halsowania na otwartym oceanie, przy stanach morza dochodzących do 7-8°B. Dla większości z naszej nowej załogi był to dobry, bojowy chrzest przy manewrach z żaglami na mokrym pokładzie, w dużym przechyle – jak na zdjęciach - co zmusiło niektórych naszych załogantów i studentów do złożenia hołdu Neptunowi. Wszystko po to, by najpierw podejść na północ czyli „nabrać wysokości”, a potem ponownie obejść Szetlandy od południa, tylko tym razem z zachodu na wschód, z Atlantyku na Morze Północne…

- Szetlandy i kolejne sukcesy –  po trudach atlantyckiej żeglugi  przeszliśmy na Szetlandy, któreleżą jeszcze dalej na północ niż Hybrydy i Orkady. Ich stolica Lerwick, gdzie korzystaliśmy z atrakcji następnego portu etapowego, jest najdalej na północy położonym miastem Wielkiej Brytanii, a równocześnie ważnym portem i ośrodkiem rybołówstwa, przetwórstwa rybnego i hodowli łososia. Właśnie do pracy w przemyśle rybnym zjechało to w ostatnich latach ok. 200 osób z Polski, ale teraz zastępują ich …Węgrzy. Na całych Szetlandach mieszka ok. 25 tys. osób, z czego prawie połowa w Lerwick. Wyspy słyną też z szetlandzkiej wełny – i z jagnięciny na stołach, a także z szetlandzkich koników. Do flotylli regatowej, liczącej już ok. 65 jachtów i żaglowców, dołączyła tu m.in. spóźniona „Gedania”, a do nas doleciał z wizytą Jerzy Raducha, kierownik Biura ds. Morskich UM. Praktycznie „z marszu” weszliśmy w proponowane przez gościnnych wyspiarzy atrakcje – wycieczki, zawody sportowe i przede wszystkim w paradę uliczną, niezwykle tym razem roztańczoną, barwną i spontaniczną, wspieraną przez miejscowe orkiestry i przez liczny, tutejszy oddział zbrojnych i groźnych „wikingów”, porozdzielanych pomiędzy wszystkie załogi. Konkurencja była ostra, ale nasza reprezentacja po raz kolejny zdobyła nagrodę za najlepszą paradę, a z wielkich żaglowców wyróżniono jeszcze kolumbijską „Glorię”. Z kolei załoga „Daru Młodzieży” zdobyła dwie nagrody za sukcesy sportowe, w przeciąganiu liny i siatkówce. Wieczorem świętowaliśmy nasze sukcesy podczas „Crew Party”, na rozległym dziedzińcu historycznego Charlotte Fort. Było też niedzielne nabożeństwo ekumeniczne załóg …

    Nagrodą za nasz sukces w tutejszej paradzie załóg była tym razem ozdobna patera z barwionego szkła, jednej ze specjalności szetlandzkiego rzemiosła artystycznego, obok wyrobów z wełny. Nazwa portu -  Lerwick, w miejscowym języku, innym niż na sąsiednich wyspach, oznacza Błotną Zatokę. Właśnie taki jest charakter tych wysp – oglądane z morza są całe zielone, pozbawione lasów, ale ta zieleń to nie nasze łąki, a praktycznie podmokłe wrzosowiska albo torfowiska, gdzie nadal uzyskuje się torf opałowy i gdzie pasą się owce, krowy i koniki. Dla nas wyspy okazały się nie tylko błotne, ale i wyjątkowo chłodne – trafiliśmy na typowe tutaj zimne, mokre i wietrzne lato, ostatnie słoneczne było …12 lat wcześniej. Na szczęście rekompensowały to wycieczki autokarowe w głąb wyspy i na klify pełne maskonurów, głuptaków, mew i fok. Pełno ich także teraz w pamięci aparatów fotograficznych i laptopów uczestników regat, zabraliśmy je do kraju. Właśnie z powodu sztormowych wiatrów, zbyt silnych dla mniejszych jednostek, start do drugiego etapu regatowego, z Lerwick do norweskiego Stavanger, przez Morze Północne, przełożony został o jeden dzień. Rzeczywiście wreszcie wiatr zelżał, chociaż nadal było mokro i mgliście, i tak otuleni urokliwą w końcu lekką mgłą, żegnani i oglądani z daleka przez gościnnych wyspiarzy, wyszliśmy z portu i z zatoki, w paradzie pod żaglami, a potem, już na otwartej wodzie, na start…

     Dodam, że Szetlandy opuściliśmy syci wrażeń, chociaż nieco zmęczeni przedłużającym się czterodniowym postojem i portowymi atrakcjami. Nasz radosny postój w Lerwick zmąciły też światowe serwisy informacyjne, donoszące o tragicznych zamachach w Norwegii. Trasa regat prowadziła przecież dalej z Lerwick do norweskiego Stavanger, więc obawialiśmy się, że zamiast rozbawionego świętowania będzie tam przygnębienie gospodarzy, żałoba i zupełnie inna sytuacja? Było tam jednak barwnie i radośnie, jak wszędzie…

- Do Stavanger – regatowo i relaksowo - jedynie na starcie do każdego wyścigu można oglądać w pobliżu, podziwiać i fotografować konkurentów – jak na zdjęciach, później cała flotylla, pod pełnymi żaglami, rozprasza się na trasie, pozycje innych jednostek trzeba śledzić na radarach i w komunikatach biura regat. Tym razem nie mieliśmy dużo roboty przy żaglach, bowiem korzystny kierunek wiatru pozwolił wszystkim na pokonanie całej trasy generalnie jednym halsem, chociaż kapitanowie mają swoje taktyki, śledzą prognozy i mapy pogodowe, wybierają najbardziej korzystne ich zdaniem kursy. Początkowo mieliśmy dobrą prędkość, do 9 węzłów, inni żeglowali podobnie, „Mir” trochę z przodu. Wiatr jednak nadal „siadał”, robiliśmy już tylko 6 węzłów, ale i tak wieczorem cała flotylla osiągnęła linię mety, ok. 20 mil przed portem. Po minięciu linii mety, „Dar Młodzieży” zrobił zwrot i ruszyliśmy … z powrotem na pełne morze. Czas na pokonanie każdego etapu regatowego planowany jest z zapasem, czekali na nas w Stavanger dopiero za dwa dni, więc w międzyczasie nadal  pogłębialiśmy znajomość żeglugi, pracy i odpoczynku na pokładzie dużego żaglowca…

      Przeżywająca nadal wcześniejszą tragedię Norwegia przyjęła nas w Stavanger bardzo gościnnie i otwarcie, ofiary nieszczęsnego zamachu i strzelaniny upamiętniały jeszcze wtedy tysiące kwiatów i zniczy, składanych i płonących przy kościołach i pomnikach. Wszystkie regatowe spotkania, wycieczki i inne atrakcje odbyły się jednak zgodnie z planem, nasz „Dar Szczecina” odebrał znowu nagrodę, za trzecie miejsce w wyścigu z Larwick do Stavanger. Nie dostaliśmy tym razem nagrody za paradę uliczną, ale jak zwykle także w Stavanger wypadliśmy w niej bardzo dobrze, szczególnie oklaskiwani przez najliczniejszą w Norwegii tutejszą Polonię, wśród której spotkaliśmy wielu rodaków ze Szczecina. Wywieźliśmy  niezapomniane wrażenia z uroczego Stavanger i z przepięknych okolic, z wycieczek wśród skalistych wybrzeży, wysp i słynnych fiordów, w tym z wyjątkowej wspinaczki na odkrytą skałę Pulpit Rock - Preikestolen, wiszącą 600 m nad pobliskim Lysefjorden…

- To już ostatni etap - podczas postoju w Stavanger dołączyło do regat ponad 15 kolejnych jednostek, w tym największe wśród szkolnych żaglowców rosyjskie barki „Sedov” i „Kruzensztern”, i niezwykła replika pełnorejowca cara Piotra I – „Sthandart” (wszystkie oglądaliśmy już też w Szczecinie). Wraz z pozostałymi żaglowcami klasy A i resztą regatowej flotylli (klasy B, C i D), stworzyły one teraz w znanym z żeglarskich tradycji Stavanger niezapomniany nastrój takiego niebywałego nagromadzenia obok siebie wielu „białych ptaków” oceanu, zarówno w porcie jak i podczas nareszcie słonecznej i wietrznej parady wyjściowej. Na morzu, po pięknym starcie, wiatr jednak oklapł, nasza prędkość spadła prawie do zera (!), dopiero później powiało mocniej, „robiliśmy” 8-9 węzłów, chociaż dla odmiany kierunek wiatru nie był zbyt korzystny. Ostatecznie ostatni wyścig – ze Stavanger do mety pod Skagen - zamknięto w środę, „Dar Młodzieży” okazał się trzeci w klasie A, wyprzedając m.in. „Mira” i „Pogorię”. Niezawodny „Dar Szczecina” po raz kolejny też zajął trzecie miejsce w swojej klasie C, byliśmy więc „na pudle” w Halmstad, gdzie czekało nas zakończenie naszej udanej przygody regatowej…

- Zwycięski finisz – koniec przygody pod żaglami TTSR’2011 - finiszowaliśmy w szwedzkim Halmstad z fasonem – załoga „Daru Szczecina” na mecie ostatniego wyścigu wielkich regat – z norweskiego Stavanger do Halmstad - była po raz kolejny trzecia w swojej klasie C, a połączona reprezentacja Szczecina po raz trzeci uznana została za najlepszą w paradzie ulicznej! Obecny na scenie finałowej gali prezydent Szczecina Piotr Krzystek miał powody do satysfakcji. „Dar Szczecina” był „na pudle” na mecie wszystkich trzech wyścigów (raz jako drugi w klasie C, dwa razy jako trzeci), a cała oficjalna młodzieżowa reprezentacja naszego miasta też trzykrotnie odbierała nagrody za najlepszą paradę uliczną – w Greenock w Szkocji, w Lerwick na Szetlandach  i w Halmstad. Dobrze wypełniliśmy nasze zadanie! Prezydent Piotr Korzystek  – jako gość specjalny – podczas ceremonii zamknięcia regat wręczył jeszcze prestiżową nagrodę STI - Friendship Trophy, przyznawaną w głosowaniu kapitanów dla jednostki najlepszej ich zdaniem na polu międzynarodowej współpracy i przyjaźni między załogami;  tegorocznym jej laureatem został holenderski żaglowiec „Wylde Swan”, dodatkowo najszybszy w końcowej klasyfikacji w klasie A.

      Po trzech etapach regatowych i jednym towarzyskim, pomiędzy portami Irlandii, Szkocji, Szetlandów, Norwegii i Szwecji, od 3 lipca do 8 sierpnia br., regaty zakończyły się właśnie w Halmstad, skąd nasi młodzi żeglarze wrócili autokarem do Szczecina. Trochę zmęczeni przywieźli cały „bagaż” nowych doświadczeń, przeżyć i nagród, większość świetnie wykonała swoje zadanie, stąd te sukcesy. Na pełne podsumowanie jeszcze czas, ale już teraz zasłużyli na gratulacje i podziękowania. Tegoroczne regaty zapamiętają jako udane, chociaż chłodne i deszczowe, za rok Francja, Hiszpania i Portugalia, za dwa lata regaty wracają na Bałtyk, z zakończeniem w Szczecinie. Zegar przygotowań do szczecińskiego finału już tyka. Teraz do powyższej relacji jeszcze kilka refleksji:

- Robimy dobrą robotę - sprzedajemy Szczecin-- to nasz przywilej i obowiązek. Jest to naprawdę wyjątkowo efektywna i bodajże  najszersza  w morskim i żeglarskim świecie promocja naszego miasta, rozpisana na lata 2010-2013, jako głównego sponsora regat, w miejsce dotychczasowej Antwerpii, o czym przypomina dopisek w logo regat - „Presented by Szczecin”.  Teraz Szczecin – od ubiegłego roku – jest wszechobecny nie tylko w logo regat i wszystkich etapowych portów, ale także na dziesiątkach tysięcy wydawnictw, ulotek, zaproszeń, programów, banerów, pamiątek, maskotek, itp., itd., związanych z regatami. Ważnym uzupełnieniem tej promocji jesteśmy my – oficjalna młodzieżowa reprezentacja Szczecina i jej opiekunowie, zresztą już od 2004 roku, początkowo tylko na „Darze Szczecina”, potem też na innych jachtach miejskich CŻ – na „Magnolii” i „Zrywie”, i na czarterowanych specjalnie żaglowcach – na „Fryderyku Chopinie”, „Pogorii”, „Kapitanie Głowackim” i „Darze Młodzieży”. Od 2007 roku wszyscy występujemy w rozpoznawalnych już wśród „tolszipowych” załóg pasiastych koszulkach w szczecińskich barwach, dodatkowo od tego roku z dobrze widocznym i czytelnym hasłem – „LET’S MEET IN SZCZECIN” – jak na zdjęciach. No właśnie – spotkajmy się na trasie regat, spotkajmy się w Szczecinie w 2013 roku, kiedy regaty wrócą na Bałtyk, a ich zakończenia odbędzie się ponownie w naszym mieście, przy Wałach Chrobrego i na Łasztowni, jak w 2007 roku…

- „Let’s meet in Szczecin” – zapraszamy do Szczecina międzynarodowe załogi z całego świata, zapraszamy tłumy turystów i mieszkańców miast i portów etapowych, zapraszamy rodaków – w tym wielu ze Szczecina, licznie odwiedzających nas w każdym porcie. Bardzo dużo dobrego zrobił w tym  „Dar Szczecina” – od 2004 roku na trasie regat, od 2006 roku z kapitanem Jurkiem Szwochem – zawsze w czołówce regatowej klasyfikacji, wielokrotny etapowy i końcowy zwycięzca w klasie C. Brawa dla kapitana i młodej załogi! Dla większości obcokrajowców już samo wymówienie nazwy Szczecina jest często kłopotliwe, nie mówiąc o jego lokalizacji na mapie Europy i świata. Cierpliwie tłumaczymy na promocyjnym stoisku co to jest „Szczecin” i dlaczego jest w logo regat, rozdajemy szczecińskie przewodniki i zaproszenia na 2013 rok, wyróżniamy się wśród regatowej flotylli, wygrywamy parady uliczne, ostatnio przygotowane i prowadzone przez niezmordowanego Łukasza, bawimy się wraz z dziećmi i rodzicami, robimy dobrą robotę dla naszego miasta…

-Szczecin w Halmstad i w świecie - szczególnie bogatą oprawę miała tegoroczna promocja naszego miasta podczas zakończenia regat w szwedzkim Halmstad, gdzie wzmocniła nas specjalna delegacja Szczecina, z prezydentem Piotrem Krzystkiem na czele. Przy burcie „Daru Młodzieży” stanął solidny namiot „Floating Garden”, dostarczony przez MTS, a w nim i przed nim czekało na zwiedzających sporo atrakcji, przygotowanych i oferowanych przez Biuro Promocji Urzędu Miasta, Baltica SPA, szwedzki oddział Polskiej Organizacji Turystycznej i naszą reprezentację, a wszystko w świetnej oprawie muzycznej w wykonaniu szczecińskiego zespołu „Sambal”.   Oblegały nas prawdziwe tłumy, dobrze „sprzedaliśmy” Szczecin – może na przyszłość warto jeszcze dopisać na naszych reprezentacyjnych strojach, że Szczecin to miasto leżące w Polsce, o czym jeszcze nie wszyscy wiedzą…

- Najpiękniejsze pod żaglami - wielkie żaglowce klasy A. Są chętnie oglądane i odwiedzane w portach etapowych, gdzie przyciągają uwagę nie tylko miłośników morza ale i przygodnych widzów, przesłaniając niebo lasem masztów, rei, takielunku i gali branderowych. Tłumy chętnych ustawiają się w kolejkach, by wejść na ich pokłady i poczuć przedsmak morskiej przygody. Dobrą okazją do podziwiania żaglowców już na wodzie jest też wyjściowa parada całej „tolszipowej” flotylli, kończąca postój w każdym porcie. Zależnie od wiatru i trasy parady wszystkie jachty i żaglowce starają się wtedy podnieść przynajmniej część żagli, co zawsze wzbudza szczególny aplauz tysięcy żegnających, zgromadzonych na nabrzeżach i przylądkach, a także na towarzyszących nam na wyjściu setkach jachtów i motorówek. Daje to razem szczególny nastrój takiej pożegnalnej parady, przeciągającej się czasem do kilku godzin, aż do linii startu do kolejnego wyścigu, już na redzie portu czy nawet dopiero na otwartym morzu. Parada nabiera szczególnego uroku przy umiarkowanym wietrze i przy słonecznej pogodzie, a takiej wreszcie doczekaliśmy się np. przy wyjściu z norweskiego Stavanger, w lipcowe niedzielne popołudnie…

      Najpiękniejsze są jednak dopiero na morzu, pod pełnymi żaglami, najlepiej jeszcze do tego w pełnym słońcu, i tak właśnie m.in. nawzajem się oglądaliśmy, podziwialiśmy i fotografowaliśmy na starcie do ostatniego wyścigu, ze Stavanger do szwedzkiego Halmstad. Za najpiękniejsze na świecie widoki uznawane są – kobieta w tańcu, koń w galopie i  fregata idąca pełnym wiatrem, pod wszystkimi żaglami. Potwierdzamy to w pełni – takie żaglowce oglądaliśmy właśnie na morzu, podczas regat – jak na zdjęciach. Takie oglądamy czasem w Szczecinie czy w Świnoujściu, takie „przyfruną” do nas w 2013 roku, na ich pokładach byliśmy na trasie The Tall Ships Races’2011…

Dodaj do:

Facebook    Wykop    Gwar    reddit    Digg    Deli.cio.us